To ciężko będzie przebić, nawet nie ma co próbować 😝
Gdybym ja był głównym bohaterem filmu, to pewnie też byłaby to komedia akcji. Komedia głównie dlatego, że ja byłbym głównym bohaterem 😛 To tak jakby wziąć i połączyć najlepsze cechy (oraz fajtłapowatość) Jasia Fasoli i Deadpoola, dodać trochę Bonda i ciut geniuszu Hansa Grubera ze Szklanej Pułapki, a to wszystko przyprószyć oczywiście niebywałą skromnością 🤣🤣🤣 w efekcie dostalibyśmy sarkastycznego, lekko gamoniowatego super agenta, który czasem powie coś mądrego i czasem jakimś cudem uratuje świat 😄
Fabuła byłaby pewnie dość oczywista z małymi plot twistami. Doktor Bardzo Zły chce zniszczyć świat odpalając rakiety jądrowe wymierzone w browary i destylarnie na całym świecie. Rozwścieczony lud robotniczo chłopski wyjdzie na ulice, zapanuje chaos, a jedyną funkcjonującą destylarnią na świecie będzie ta należąca do antagonisty!
Na początek niszczy siedzibę główną agencji wywiadowczej, w której pracuję (i sejm, ktoś w końcu musi to zrobić), a ja jestem ostatnią nadzieją świata (inaczej za nic by mnie nie wybrali 😂). Do pomocy dobieram moich niezastąpionych przyjaciół, najlepszego kumpla, który ma wielkie serce, niekoniecznie jest najsilniejszy, czy najbystrzejszy, nazwijmy go Bob 😛
i oczywiście genialny, ale strasznie gamoniowaty informatyk, może jakas dziewczyna dla równowagi, ładna, ale jak typowy nerd z okularami, średnim poczuciem humoru, za to niezastąpiona, gdy chodzi o komputery 😄 Powiedzmy, że się będzie zwała Dolores (bo tak)
Jako że film lekko schematyczny musi być, to Doktor Bardzo Zły miałby swoją super agentkę (Anyę Amasovą 😄)
której tajną bronią byłaby urzekająca uroda i tajne ciosy karate szkoły Na-Ye-Batsu. Ja będę zmuszony z nią walczyć na skarpie wulkanu Tiki-Miki na Bergamutach, gdzie mieści się tajna baza Doktora Bardzo Złego, aż w końcu przekonuję ją, że jedynie dobro się liczy, pierdu pierdu, pewnie scena 18+, bo Hollywood.
No i potem razem łoimy dupala Doktorkowi. A żeby był plot twist, gdy już go pokonujemy, on wyznaje, że jest moją zaginioną matką (Szok, niedowierzanie!!!)
Za wszystkim stoi zgoła ktoś innym szara eminencja. Podaje nam ostatnim tchnieniem lokalizację jej bazy. Po dotarciu na miejsce okazuje się, że jest to zamek w Alpach na szczycie Mont Blanc. Za pomocą naszych super tajnych i nowoczesnych gadżetów dostajemy się do środka, skradamy się, by tam przy kominku zauważyć czekającego na nas i miziajacego złowieszczo się na nas patrzącego kota syjamskiego... ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA
Okazuje się, że biznes zabawkarski jest niedochodowy, a elfy kosztują.. Zły Mikołaj wyjawia nam swój plan po czym nakazuje elfom nas zaatakować i zabić. On tymczasem ucieka na dach, gdzie czekają już na niego sanie z mechanizmem do odpalenia głowic. Po ciężkiej walce udaje mi się wyrwać elfom, zostawiam pozostałych i gonię Mikołaja. W ostatniej chwili łapię się płozy, trwa dramatyczny pojedynek w powietrzu, aż nagle, kamera patrzy z dołu, błysk, huk, sanie spadają prosto w przepaść... Dłuższą chwilę trwa milczenie bohaterów, gdy godzą się z tym, że główny bohater nie żyje, ale uratował świat. Aż nagle na krawędzi skały pod zamkiem widać moją rękę, obdarty i poraniony wspinam się ku owacji moich towarzyszy.
No i oczywiście końcowa scena, ja dostaję medal od prezydenta USA, którego grałby ś.p. niezastąpiony Leslie Nielsen, cały świat od Afryki po pałac Buckingham ogląda. Kamera zbliża się na mnie i Anyę, ja się oświadczam, ona się zgadza, kadr się zawęża w kształcie koła, aż w końcu pojawiają się napisy końcowe!
Scena po napisach, spod grud śniegu w Alpach wystrzeliwuje ręka świetego Mikołaja...
Uff. I niech mi ktoś powie, że to nie jest materiał na Oscara! 😂😂😂