Peszek chciał, że zazwyczaj sypię historyjkami, jak z rękawa, a teraz pamiętam raptem parę, ale nic. Najwyżej będzie szło na raty :p
Jako szanujący się Polak, większość moich żenująco zabawnych wspomnień jest związana z alko (w odpowiedniej ilości ). I tak, w ostatniego Sylwka miałem dylemat, gdzie pójść, trochu mało opcji było i padło na koleżankę, która przygarniała ostatnie pozostawione duszyczki. Znałem tylko ją, ale lepsze to niż siedzieć z dwójką :P zatem wbijam, jak zwykle u niej na stole drugie tyle, co żarcia, to alko, będzie ciekawie :D fajnie się bawimy do jakoś 2-3 nad ranem, ludzi się poznało, beka fajnie wychodzi, ale czuję i mówię, że "pszzzepraszzaam, ja juszzz nie pije, wyssstarssszzy mi!" I mam zamiar się zbierać do domu. Podnoszę się, ale dziewczyny, cwane, bo później przyszły, gdzie tam, chodź na rozchodniaczka!!! Jak tak męczyły, to co ja będę płci pięknej odmawiał.. gorzej, że rozchodniaczka Ino pamiętam :D potem jakoś tak przez mgłę, ale bezpiecznie wróciłem. Nie rozumiałem tylko beki mojej koleżanki następnego dnia, dopiero pojutrze licząc od Sylwka, na poprawinach się dowiedziałem, że zawzięcie chciałem w ramach szalika sobie na szyję jej wycieraczkę założyć